Jakiś czas opisywałam tu swoje doświadczenia z zabiegiem zaćmy:
Zaćma
Ostatni zabieg był w listopadzie ubiegłego roku, a już niedługo potem okazało się, że właśnie w tym oku pojawiła się zaćma wtórna. Moja okulistka stwierdziła, że zdarza się to bardzo czesto, nie powodu do obaw, choć trzeba odczekać co najmniej pół roku od zabiegu.
Na kolejnej wizycie wystawiła mi skierowanie na laser YAG.
Zgłosiłam się do tej samej przychodni, gdzie usuwano mi zaćmę. Od momentu zarejestrowania się czekałam 3 tygodnie na wyznaczoną wizytę. Nie wiem, czy tak jest wszędzie, ale tu wymagane było skierowanie od okulisty, nie przewidywano już innej kwalifikacji tylko od razu zabieg.
Na początek zakroplono mi oko, żeby powiększyć źrenicę. Potem sam zabieg. Lekarka bardzo miła i kompetentna, tłumaczyła mi na czym polega zabieg i uspokajała, ze nie boli. Faktycznie, nie bolało, choć zbyt przyjemne to też nie było. Sam zabieg trwał około 15 minut, potem jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, również o cukrzycy. Zaglądała też w komputerze do dokumentacji z ubiegłorocznej operacji zaćmy.
I na koniec zapisała mi krople Yellox do zakraplania przez 7 dni, z komentarzem, że pewnie brałam je po tamtym zabiegu. Cóż, nazwa mi nic nie mówiła, ale to nie jest stały lek, który używam na co dzień, więc się nie upierałam, że nie.
Receptę wykupiłam od razu po wyjściu, żeby już wieczorem zakroplić i wróciłam do domu.
A w domu sprawdziłam kartkę, na której lekarka zapisała mi dawkowanie i okazało się, że wpisała tylko 2 razy dziennie, przez 7 dni. Ile kropel? Zajrzałam do ulotki, żeby sprawdzić i od razu rzuciło mi się w oczy, że lek nie powinien być stosowany przez diabetyków. Zajrzałam do wcześniejszych dokumentów związanych z usuwaniem zaćmy i znalazłam szczegóły dawkowania kropli przed i po zabiegu. Owszem, Yełlox był na standardowej liście – przekreślony i z dopiskiem: dla diabetyków Navenac.
Cóż, wygląda na to, że lekarka zapomniała o tym? Może na co dzień ma zadziej do czynienia z diabetykami? Nie wiem. Dziś rano pobiegłam do mojej przychodni POZ (i bliżej i łatwiej się dostać do lekarza) i wytłumaczyłam i poprosiłam o receptę na Navenac. Wykupiłam nowe krople i od razu zakropliłam.
Teraz tylko szkoda mi tylko tych kropli Yellox. Pal diabli pieniądze (choć też szkoda), ale jakoś żal mi wyrzucać dobre (choć nie dla mnie) lekarstwo. Opakowanie jest rozerwane – wyciągałam ulotkę informacyjną, same krople nietknięte.
Nie mam pomysłu, co z nimi zrobić?


